Na granicy glupoty

Bez tytułuDlaczego tak jest, że poznając Murzyna, który pije wino pod domem, powiemy: “A te “Murzyny” to nic nie robią, tylko piją…” Choć poznaliśmy tylko jednego Murzyna i być może to jego pierwsze wino w życiu. Klamka zapadła. Opinia wydana. Rasa Murzynów upadła na dno.

Walka ze stereotypami jest, jak wiadomo, pracą syzyfową, ale zawsze można sobie „pogadać”. Czytając ostatnio blog pani Anny Wędzikowskiej, wpis pt.” Californication” natrafiłam na bardzo ciekawy komentarz. Nie dość, że wpis ciekawy, to komentarz jeszcze bardziej. Mianowicie, pani Ania zgrabnie i uroczo, ni to żartem, ni to serio, trochę z ironią, trochę z powagą opisuje swój parodniowy pobyt w Kalifornii. Zaczyna od zacytowania swojej konwersacji z celnikiem na granicy amerykańskiej, mianowicie, na pytanie, czy przewozi jakąś żywność, odpowiada z “teatralnym przerażeniem” czyżby w LA nie mieli jedzenia??? Następnie są komentarze dotyczące „amerykańskiej głupoty”, oraz pada nawet takie porównanie, że Amerykanie są: „uroczy jak pięciolatek z ADHD, albo trzymiesięczny labrador”… Potem jest trochę o językoznawstwie. A mianowicie o tym, że Amerykanie nie znaja słowa „lift” (winda) i „loo” (kibelek), a Anglicy znają i te amerykańskie, i te angielskie.

I te wszystkie wnioski po KILKUDNIOWYM pobycie…

Na to wszystko komentarz. Pewna pani, dość obszernie wpowiada swoje zdania. Skromnie informuje, że co prawda, jej angielski nie jest na najwyższym poziomie, ale czasem ucina sobie jakieś konwersacje w tymże języku, a to dlatego, że ma rodzinę w „Angli” a z „amerykaninami” to sobie dyskutuje np. podczas wakacji. Z owymi „amerykaninami” dogadać się nie mogła już w hotelu, gdzie zapytała „ where’s lift”

Z całym szacunkiem dla pani Ani, i pani od komentarza.

Po pierwsze, bardzo chciałabym być w tym czasie na tym samym lotnisku, kiedy to pani Ania z „teatralnym przerażeniem”, zgryźliwie odpowiadała na pytanie celnika. Ci, którzy na amerykańskim kontynencie spędzili trochę więcej niż „parę dni”, wiedzą, że lotnisko to nie scena teatralna,a celnicy to nie aktorzy. Zwłaszcza na lotniskach amerykańskich po 2001r. Tam naprawę nie ma żartów, a wszelkie głupie komentarze mogą doprowadzić do sytuacji, jaka miała miejsce na lotnisku w Vancouver w 2007 roku, gdzie tragicznie zginął Robert Dziekański.

„Amerykańska głupota” to pojęcie dość znane, stereotypowe, szeroko pojmowane, podobnie jak: „Polacy to alkoholicy”, „Rosjanie [wszyscy, bez wyjątków, nawet Ci umarli] to złodzieje i też alkoholicy”, „Włosi są leniwi i krzyczą”, „Francuzi są nadęci i zarozumiali”, „Szkoci są skąpi”, „Hindusi śmierdzą” a Murzyni, patrz: początek tekstu. No, my Polacy tak mamy, że często lubimy troszkę się podrasować, wmówić samym sobie jacy to my jesteśmy mądrzy, jak pięknie wypadamy na tle innych ras (bo wiemy co to lift, elevator i jeszcze do tego WINDA), inteligentni, tylko całe życie uciskani, a po 2004 r. nawet pracowici!

Nie broniąc Amerykanów, myślę, że z nimi to jest trochę tak, jak ze wszystkimi nacjami. Są i głupi i mądrzy, i pijacy i abstynenci, i szczupli i grubi. A opinia, niestety, często budowana jest na podstawie wąskiego doświadczenia. Wszystko zależy też od tego, w jakim towarzystwie przebywamy i z jakimi ludźmi mamy do czynienia.

Komantarz na blogu pani Ani jest świetnym przykładem polskiej obłudy. „Angli” przez jedno „i”, „amerykaninami” zamiast Amerykanami, to przykład typu: „to co, że nie znam Polskiego, ważne, że amerykani są głupi”. Ponadto, choćby nie wiem jak piękny uśmiech zdobił twarz, jeśli zdanie zostanie zbudowane niepoprawnie gramatycznie lub stylistycznie, np: „where’s lift”, nie wiedząc o podstawowych użyciach przedimków (the, a/an), nie łudźmy się, że zostaniemy od razu zrozumiani! My też mamy problem ze zrozumieniem „Kali iść, Kali jeść”.

Amerykę i Polskę dzieli nie tylko ocean, ale też kulturowa przepaść. Nie jest co prawda tak tragicznie jak między nami, a Japończykami, ale na pewno nie da się napisać książki nt. Zachowania amerykańskiego społeczeństwa po wakacyjnym pobycie na Jackowie w Chicago, czy też na Roncesvalles w Toronto. Co wielu z naszych rodaków robi. W konsekwencji krążą setki, a może nawet tysiące historii wyssanych z palca, takich jak „odpowiedź z teatralnym przerażeniem pani Ani”.

Jedno jest pewne, skoro już Polska doznała zaszczytu dołączenia do układu z Szengen, a w 2007 Prezydent Polski ustawę podpisał, wraz z otwarciem granic celnych, otwórzmy też granice mentalne.

 

A.

 

 

 

 

 

Submit a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *