Adrianna Tomkowiak

A young journalist, a fresh viewpoint.

„Starsky” ma brata.

July14

Największe polskie delikatesy „Starsky” doczekały się kolejnego sklepu w Mississauga, który mieści się przy 3115 DUNDAS ST WEST. Punkt istnieje już od dwóch miesięcy, ale dopiero w ubiegłą sobotę, 22 listopada odbyło się jego oficjalne otwarcie. Było wesoło i hucznie, a tradycyjną, czerwoną wstęgę przecięła sama burmistrz Mississauga, Hazel McCallion.

Pierwszy sklep powstał we wrześniu 2005 roku. Po 3 latach jego istnienia przy 2040 DUNDAS ST EAST przyszedł czas na jego brata. Właścicielami obiektów handlowych są Aleksander Radecki, Marek Sikorski oraz Piotr Zuski. Pomimo tego, iż nowy sklep jest prawie dwa razy większy od pierwszego, styl pozostał ten sam. I choć nazwa „Starsky” zrodziła się zupełnie przypadkiem, nie przypadkiem powstał sam sklep. Języczkiem u wagi przy tworzeniu się Starskyiego były oczekiwania i potrzeby konsumentów. I tak nasz czerwono-biały „Starsky”, z charakterystyczną gwiazdką w logo, stał się ekskluzywnym, renomowanym punktem. Jego styl jest europejski, skierowany do wszystkich konsumentów. Nawet najbardziej wymagający klienci znajdą coś dla siebie, ponieważ „Starsky” od samego początku wyszedł z zalożenia, że to jakość i świeżość budują markę. W jego sercu istanieje „Customer Suggestion”, gdzie każdy klient może powiedzieć co mu się podoba, a co nie, czego jest w sklepie za mało, czego za dużo i oczywiście, czego jeszcze brakuje. Obecnie kupującymi są nie tylko Polacy, ale także pozostali Europejczycy, Kanadyjczycy oraz Azjaci.

Najważniejszy moment uroczystości przypadł burmistrz Mississauga, Hazel McCallion, która energicznym przecięciem sprawiła, iż kolejny Starsky został oficjalnie uznany za otwarty. W uroczystości wzięli udział sami pomysłodawcy i właściciele sklepu, jak również osobistości ze świata polityki. Specjalnie na tę okazję przybyli jego Ekscelencja Piotr Ogrodziński – ambasador RP w Ottawie, Andrzej Krężel – konsul RP w Toronto, Borys Wrzesnewskyj – poseł do Parlamentu Kanadyjskiego z okręgu Etobicoke Centre oraz Jesse Flis z malżonką (były poseł do Parlamentu Kanadyjskiego), a także osobistości ze świata biznesu, pan Karol Fujarczuk – dyrektor Rady Dyrektorów St.Stanislaus’ – St.Casimir’s Polish Parishes Credit Union Limited, Maria Trojanowska oraz Tadeusz Buniakowski – Queen Syrena Travel, Wanda Ślazak oraz Zdzislaw Wójcik –  Piast Travel, a także Zbigniew Świderski – Cafe Presto Prego (księgarnia).

Mamy więc już oficjalnie dwa polskie sklepy „Starsky”, które pomysłem i jakością biją na głowę inne. Na szczęście nawet w Kanadzie dawny sklep kabaretu „TEJ”  –  Stój Kliencie Lub Ewentualnie Poproś, dawno odszedł do lamusa.

A.

Wiadomości, Mississauga, 2008

Na granicy głupoty

July14

Dlaczego  jest tak, że poznając Murzyna, który pije wino pod domem, powiemy: “A te “Murzyny” to nic nie robią, tylko piją…” Choć poznaliśmy tylko jednego Murzyna i być może to jego pierwsze wino w życiu. Klamka zapadła. Opinia wydana. Rasa Murzynów upadła na dno.

Walka ze stereotypami jest, jak wiadomo, pracą syzyfową, ale zawsze można sobie „pogadać”. Czytając ostatnio blog pani Anny Wedzikowskiej, wpis pt.” Californication” natrafiłam na bardzo ciekawy komentarz. Nie dość, że wpis ciekawy, to komentarz jeszcze bardziej. Mianowicie, pani Ania zgrabnie i uroczo, ni to żartem, ni to serio, trochę z ironią, trochę z powagą opisuje swój parodniowy pobyt w Kalifornii. Zaczyna od zacytowania swojej konwersacji z celnikiem na granicy amerykańskiej, mianowicie, na pytanie, czy przewozi jakąś żywność, odpowiada z teatralnym ponoć przerażeniem, dlaczego, czyżby w LA nie mieli jedzenia… Nastepnie są komentarze apropos „amerykanskiej glupoty”, oraz pada nawet takie porównanie, że Amerykanie są: „uroczy jak pięciolatek z ADHD, albo trzymiesięczny labrador”… Potem jest trochę o językoznawstwie. A mianowicie o tym, że Amerykanie nie znaja słowa „lift” (winda) i „loo” (kibelek), a Anglicy znają i te amerykańskie, i te angielskie.

I te wszystkie wnioski po KILKUDNIOWYM pobycie…

Na to wszystko komentarz. Pewna pani, dość obszernie wpowiada swoje zdania. Skromnie informuje, że co prawda, jej angielski nie jest na najwyższym poziomie, ale czasem ucina sobie jakieś konwersacje w tymże języku, a to dlatego, że ma rodzinę w „Angli” a z „amerykaninami” to sobie dyskutuje np. podczas wakacji. Z owymi „amerykaninami” dogadać się nie mogła już w hotelu, gdzie zapytała „ where’s lift”

Z całym szacunkiem dla pani Ani, i pani od komentarza.

Po pierwsze, bardzo chciałabym być w tym czasie na tym samym lotnisku, kiedy to pani Ania z „teatralnym przerażeniem”, zgryźliwie odpowiadała na pytanie celnika. Ci, którzy na amerykańskim kontynencie spędzili trochę więcej niż „parę dni”, wiedzą, że lotnisko to nie scena teatralna,a celnicy to nie aktorzy. Zwłaszcza na lotniskach amerykańskich po 2001r. Tam naprawę nie ma żartów, a wszelkie głupie komentarze mogą doprowadzić do sytuacji, jaka miała miejsce na lotnisku w Vancouver w 2007 roku, gdzie tragicznie zginął Robert Dziekański.

„Amerykańska głupota” to pojęcie dość znane, stereotypowe, szeroko pojmowane, podobnie jak: „Polacy to alkoholicy”, „Rosjanie [wszyscy, bez wyjątków, nawet Ci umarli] to złodzieje i też alkoholicy”, „Włosi są leniwi i krzyczą”, „Francuzi są nadęci i zarozumiali”, „Szkoci są skąpi”, „Hindusi śmierdzą” a Murzyni, patrz: początek tekstu. No, my Polacy tak mamy, że często lubimy troszkę się podrasować, wmówić samym sobie jacy to my jesteśmy mądrzy, jak pięknie wypadamy na tle innych ras (bo wiemy co to lift, elevator i jeszcze do tego WINDA), inteligentni, tylko całe życie uciskani, a po 2004 r. nawet pracowici!

Nie broniąc Amerykanów, myślę, że z nimi to jest trochę tak, jak ze wszystkimi nacjami. Są i głupi i mądrzy, i pijacy i abstynenci, szczupli i grubi. A opinia, niestety, często budowana jest na podstawie wąskiego doświadczenia. Wszystko zależy też od tego, w jakim towarzystwie przebywamy i z jakimi ludźmi mamy do czynienia.

Komantarz na blogu pani Ani jest świetnym przykładem polskiej obłudy. „Angli” przez jedno „i”, „amerykaninami” zamiast Amerykanami, to przykład typu: „to co, że nie znam Polskiego, ważne, że Amerykanie są głupi”. Ponadto, choćby nie wiem jak piękny uśmiech zdobił twarz, jeśli zdanie zostanie zbudowane niepoprawnie gramatycznie lub stylistycznie, np: „where’s lift”, nie wiedząc o podstawowych użyciach przedimków (the, a/an), nie łudźmy się, że zostaniemy od razu zrozumiani! My też mamy problem ze zrozumieniem „Kali iść, Kali jeść”.

Amerykę i Polskę dzieli nie tylko ocean, ale też kulturowa przepaść. Nie jest co prawda tak tragicznie jak między nami, a Japończykami, ale na pewno nie da się napisać książki nt. Zachowania amerykańskiego społeczeństwa po wakacyjnym pobycie na Jackowie w Chicago, czy też na Roncesvalles w Toronto. Co wielu z naszych rodaków robi. W konsekwencji krążą setki, a może nawet tysiące historii wyssanych z palca, takich jak „odpowiedź z teatralnym przerażeniem pani Ani”.

Jedno jest pewne, skoro już Polska doznała zaszczytu dołączenia do układu z Szengen, a w 2007r.  Prezydent Polski ustawę podpisał, wraz z otwarciem granic fizycznych, otwórzmy też granice mentalne.

A.

Quo Vadis II

May26

Quo Vadis II

Quo Vadis II (part 2)

My first post :)

May26



Yay! Finally I got a website!!!!!

posted under RADIO | No Comments »